wnp.pl - Gazowe dylematy - ceny, dostawy, liberalizacja

Cenowe spory z Gazpromem, kwestie taryf, wyczekiwane uruchomienie gazoportu to tematy, które zdominowały ostatnie miesiące w branży. Każdy z nich ważny jest nie tylko dla gazowników, ale także dla gospodarki i obywateli. Polskie zapotrzebowanie na gaz oscyluje wokół 15-16 mld m sześc. rocznie. Jak na kraj liczący niemal 38,5 mln mieszkańców to niewiele... Czy zużycie "błękitnego paliwa" będzie się zwiększało? Wzrost sprzedaży surowca miał zapewnić rozwój energetyki opartej na gazie. Tu jednak prognozy obarczone są dużą dozą niepewności.

Liberalizacja - sporo, ale za mało

Na drodze ku zliberalizowanemu rynkowi gazu stawiamy kolejne - raczej drobne - kroki, ale wciąż brakuje kropki nad "i". Dobrą informacją są rosnące obroty na rynku gazu Towarowej Giełdy Energii. W pierwszej połowie obecnego roku wolumen obrotu gazem na rynku terminowym wyniósł 49 205 202 MWh, co stanowi ponaddziesięciokrotny wzrost w porównaniu do roku ubiegłego. Natomiast w II kwartale bieżącego roku wielkość obrotu ukształtowała się na poziomie ponad 16,5 mln MWh (ponad czterokrotny wzrost).

Jak przyznaje szef TGE Ireneusz Łazor - w krótkim czasie zbudowane zostały solidne ramy dla rynku gazu ziemnego, jednak wiele jeszcze zostało do zrobienia. Niezależni dystrybutorzy gazu podzielają tę opinię.

- Od lat słyszymy o konieczności liberalizacji rynku, o uwolnieniu cen, o projektach rozwiązań systemowych. Rzeczywistość pozostawia wiele do życzenia. Bez zmian w tej dziedzinie, bez faktycznego uwolnienia rynku trudno mówić o konkurencyjności - mówi prezes EWE Energia Dariusz Brzozowski. - W ostatnich latach podjęto wprawdzie działania mające na celu umożliwienie otwarcia, uwolnienie tego rynku. Zostały stworzone mechanizmy rynkowe (w postaci obszaru obrotu wirtualnego), giełda gazu osiągnęła płynność. Teraz należałoby postawić kropkę nad "i" poprzez uwolnienie cen w obrocie.

Z pewnością problemem jest to, że prawie całość obrotu jest regulowana (poza możliwością zwolnienia z zatwierdzania taryf w obrocie pomiędzy spółkami handlującymi gazem). Nawet w obrocie giełdowym, z natury konkurencyjnym, konieczne jest uzyskanie zwolnienia z taryfowania.

Uruchomiony w grudniu 2012 r. giełdowy obrót gazem oraz ostateczne rozstrzygnięcie w kwestii traktowania cen taryfowych jako cen maksymalnych było impulsem dla "głodnych rynku" spółek obrotu, które zaczęły zachęcać klientów i zawierać kontrakty w oparciu na tańszych produktach giełdowych.

- Obecnie gdy jednocześnie spadły notowania na TGE oraz taryfa PGNiG, ceny ustalane w nowych taryfach spółek obrotu mogą się okazać niższe niż ceny z zawartych kontraktów sprzedażowych - komentuje Brzozowski. - Ponieważ ceny taryfowe są maksymalne, należałoby dokonać korekty cen z zawartych kontraktów z odbiorcami końcowymi do ceny taryfowej i sprzedawać gaz ze stratą. Taka iluzja "rynku" w konfrontacji z regulowaną rzeczywistością doprowadziła już do zniknięcia z rynku największej jak do tej pory niezależnej spółki obrotu.

Wtóruje mu szef Duona Mariusz Caliński.

- Giełdowe obligo gazowe spowodowało, że rynek gazu prowadzony przez TGE stał się rynkiem płynnym i dzisiaj można prowadzić sprzedaż detaliczną, zabezpieczając swoje pozycje na polskiej giełdzie gazu, co jeszcze 2-3 lata temu nie było możliwe - zauważa Caliński. - To ogromna zmiana i zdecydowanie na plus. Drugie pozytywne zjawisko to rozwój transgranicznych połączeń gazowych. Od 1 stycznia br. bardzo poważnie wzrosła przepustowość interkonektorów na wirtualnym rewersie jamalskim i Polska znalazła się w takiej sytuacji, że około 80 proc. gazu, który płynie do nas z Rosji, moglibyśmy importować z zachodniej Europy.

Istotnym problemem dla dalszego rozwoju rynku jest jednak, zdaniem prezesa Duonu, utrzymywanie obowiązku taryfowania wszystkich odbiorców gazowych; to skutecznie uniemożliwia rynkowe i elastyczne kształtowanie ofert cenowych dla klienta końcowego. Jednak największym minusem z punktu widzenia liberalizacji rynku gazu w Polsce jest, według Calińskiego, prawo o zapasach obowiązkowych gazu. Mimo krytyki, pozostaje ono nadal bez zmian i zdecydowanie utrudnia sprowadzanie gazu do Polski z krajów ościennych.

Przepychanki z gazoportem

Jednym z kluczowych elementów bezpieczeństwa gazowego jest gazoport w Świnoujściu. Terminal do odbioru skroplonego gazu ziemnego to jedna z największych polskich inwestycji energetycznych ostatnich lat, uznana za strategiczną dla bezpieczeństwa energetycznego kraju.

Początkowa zdolność regazyfikacyjna wyniesie 5 mld m sześc. i odpowiadać będzie ok. jednej trzeciej polskiego zapotrzebowania na gaz ziemny. Istnieje możliwość rozbudowy mocy terminalu - do 7,5 mld m sześc. rocznie. Warta miliardy złotych inwestycja od wielu miesięcy powinna już przyjmować statki. Tymczasem "dziewiczego zawinięcia" wciąż nie było. Różne i dość złożone są przyczyny opóźnienia...

- Ten terminal można traktować jako nowy interkonektor i to dający dostęp do gazu z całego świata, a nie tylko z Europy. Jego uruchomienie oznaczałoby więc nie tylko poprawę bezpieczeństwa dostaw gazu, ale też dodatkową dywersyfikację dostaw tego paliwa na rynek hurtowy. Działający terminal LNG w Świnoujściu miałby same plusy, bo obecnie LNG jest już konkurencyjnym paliwem - zauważa Caliński.

Co się dzieje na budowie? Przyzwyczajono nas do kolejnych komunikatów o "ostatnich pracach wykończeniowych". Złośliwi mówią, że wybudować, a uruchomić terminal to dwie różne kwestie. Kluczowe jest bowiem zapewnienie prawidłowego działania obiektu - warunkiem jest ścisłe skontrolowanie wszystkich instalacji. A jest co kontrolować...

Sprawdzenia wymaga miedzy innymi 1536 linii rurociągów i 5718 punktów pomiarowych. Przeprowadzono już... 50 tys. szczegółowych inspekcji. Wydano 250 tys. raportów przewidzianych w planie kontroli jakości. I to wciąż nie wszystko.

- Budowa terminalu LNG w Świnoujściu zostanie zakończona we wrześniu br. W tym roku przypłynie tam pierwszy statek z gazem LNG - zadeklarował minister skarbu Andrzej Czerwiński, który zapewnia, że osobiście sprawdza grafiki prac w świnoujskiej inwestycji.

Taniej, ale za drogo

Z punktu widzenia bezpieczeństwa gazowego kraju gazoport jest rodzajem połączenia "najbardziej niezależnego" od tradycyjnych (czyt. rosyjskich) dostaw. Co prawda za pomocą interkonektorów i rewersu już teraz możemy pompować ogromne ilości gazu z innego niż wschodni kierunku, ale nadal - przynajmniej w części - byłby to gaz rosyjski.

Tymczasem gazoport pozwala na import surowca z każdego praktycznie kraju na świecie, który sprzedaje LNG. Po zaognieniu sytuacji na Ukrainie i rosyjskiej okupacji Krymu, zawsze lepiej mieć alternatywę. Zwłaszcza że po nałożeniu sankcji Rosjanie nie zachowują się do końca racjonalnie.

Ale posiadanie gazoportu to jeszcze jeden ogromny atut - czynnik wzmacniający pozycję negocjacyjną w rozmowach z producentami. A to wymiernie przekłada się na finanse PGNiG, odbiorców gazu i w końcu całego państwa.

Uzależnienie od Gazpromu kosztowało nas do tej pory miliardy złotych. Cenowy dyktat sprawił, że musieliśmy za surowiec płacić więcej od innych odbiorców (jeszcze niedawno ponad 500 dolarów za tys. m sześc.). Teraz to zdecydowanie mniej (według nieoficjalnych danych - poniżej 400 dolarów). Ale to nadal zbyt dużo...

Zapaść na rynku ropy (baryłka surowca potaniała z ponad 100 do nawet mniej niż 40 dolarów w połowie sierpnia) wywołała reakcję łańcuchową. W dostawach natychmiastowych 1000 m sześc. gazu kosztuje 250-280 dolarów. Nic dziwnego, że już jesienią ubiegłego roku PGNiG, gdy ceny ropy leciały na łeb, na szyję poczynił starania w sprawie solidnej obniżki cen. Gazprom i jego spółka handlowa Gazprom Export nie odpowiedziały na postulaty PGNiG. Rozmowy trwały, efektów brakowało...

Zachowanie zarządu PGNiG nie było trudne do przewidzenia. W maju - bo to był pierwszy możliwy zgodnie z umową termin - nasz gazowy potentat wezwał Rosjan przed Trybunał Arbitrażowy w Sztokholmie. - Negocjacje prowadzone w formule sześciomiesięcznego okna negocjacyjnego określonego w umowie z Gazpromem nie dały w pełni satysfakcjonujących efektów, dlatego zarząd PGNiG podjął decyzję o przekazaniu sprawy do Trybunału. Wejście na drogę arbitrażu jest jedną z procedur przewidzianych w kontrakcie. Skierowanie sprawy do rozstrzygnięcia przez Trybunał Arbitrażowy nie oznacza, że spółka nie jest nadal otwarta na dialog ze swoim partnerem biznesowym. PGNiG jest gotowe na zawarcie porozumienia, które zagwarantuje spółce i jej klientom korzystną, osadzoną w realiach rynkowych cenę -skomentował Mariusz Zawisza, prezes zarządu PGNiG.

- Wyczerpał się tryb negocjacyjny, stronom nie udało się w tym czasie dojść do porozumienia, więc kolejnym, naturalnym krokiem jest arbitraż. Wiele koncernów w Unii Europejskiej podejmuje takie działania i w większości przypadków kończą się one ugodą przed zakończeniem postępowania. Tu także mamy na to szansę - mówi Tomasz Chmal, ekspert zajmujący się rynkiem gazu.

Jeśli jednak Rosjanie nie będą chcieli ugody, to batalia w arbitrażu trochę potrwa. Jednak wiele przemawia za tym, że koniec końców to PGNiG wyjdzie z tej batalii zwycięsko.

Walka o rynek

Determinację PGNiG w walce o tani gaz łatwo zresztą zrozumieć. Należy pamiętać, że nasz "niemal monopolista" musi się zmierzyć z wieloma wyzwaniami. Największym jest zachowanie rynku. Z pewnością PGNiG straci klientów. Jak duża to będzie strata, trudno obecnie powiedzieć. W Wielkiej Brytanii tamtejszy potentat Centrica utracił po liberalizacji rynku kilkadziesiąt procent dotychczasowych klientów. Nie trzeba chyba podkreślać, co oznaczałoby to dla PGNiG, mającego przecież podpisane wielkie kontrakty na zakup surowca. Walka o niskie ceny gazu to wobec tego kluczowa kwestia dla spółki. Zwłaszcza że zainteresowanie handlem gazem rośnie. Do już obecnych graczy na rynku dochodzą nowi.

Należące do Romana Karkosika spółki Boryszew i Alchemia mają koncesję na handel gazem. Powstał tam także zespół ds. energetycznych, który początkowo ukierunkowany był na obniżkę kosztów zakupu energii. Ale miliarder nie ukrywa, że myśli o dalszych krokach...
Wydaje się więc, że to tylko kwestia czasu i polski rynek gazu ulegnie głębokiej dekonstrukcji. Kto i jaką na nim zajmie pozycję - decyduje się już dziś.

wnp.pl (Dariusz Malinowski)

Zostań Klientem ewe i skorzystaj z 50% rabatu